Ryjuś przysłał do nas list:

„To już dwa miesiące, odkąd wyprowadziłem się ze schroniskowego boksu i zamieszkałem z moimi człowiekami. W sumie, to już niewiele pamiętam z tamtych czasów, ale muszę się przyznać, że w domu jest mi dużo lepiej (no i cieplej)! Oprócz mnie, jest tu jeszcze królik Tosiek, którego zdążyłem już odwiedzić osobiście (widziałem, że ma w klatce jabłuszko i wydawało mu się zupełnie niepotrzebne, więc wszedłem tam i pomogłem mu je dojeść). No i jest jeszcze Sonia. Jak to golden, ma dużo energii i ciągle chce się ze mną bawić, ale mnie już też to coraz lepiej wychodzi! Poza tym muszę się pochwalić, że nauczyła mnie załatwiać swoje potrzeby na dworze, a ja za każdym razem dostaję za to malutką, smaczną nagrodę. Na spacery wieczorne chodzę z malutkim świecącym breloczkiem – mama mówi, że to dla mojego bezpieczeństwa. Jedno jest pewne – dzięki temu wszyscy, których mijamy, zachwycają się moim naturalnym blaskiem!

Jak już mówiłem, w domu jest zdecydowanie dużo lepiej! To nic, że mama i tata pracują i codziennie siedzimy przez kilka godzin sami – a zwłaszcza nic w porównaniu z tym, jak bardzo byłem samotny i opuszczony będąc w schronisku.

I powiem Wam jeszcze jedno, moi drodzy. Podobno będą jakieś Święta. Jeszcze nie bardzo wiem, jak one wyglądają i co to takiego, ale coś mojej kudłatej główce podpowiada, że skoro mam dom, to będą to najlepsze Święta w moim życiu!”