„Ponad 1,5 roku temu adoptowaliśmy u Państwa młodziutkiego Stworka, który był zbyt wycofany i przerażony, aby wyjść z kąta boksu – pisze pani Dagna. – Ale postanowiliśmy, że to właśnie Ją weźmiemy ze sobą, pomimo że nie była wdzięcznym psiakiem, który obserwuje roześmianym wzrokiem i hipnotyzuje charyzmą. Nie. Ona była tysiącem nieszczęść, zbyt przerażonym, żeby podejść do nas na metr. Ale zdecydowaliśmy, że jeśli nie my to kto..? Że takie tysiąc nieszczęść skulone w kącie trzeba uratować. I tak też zrobiliśmy. Do mnie przekonała się w samochodzie w drodze do domu i od tamtej pory zyskałam nowy cień. Cień dostał na imię Nuta. Do reszty domowników przekonywała się stopniowo, nerwowo reagowała na pojawienie się gości, uciekała do drugiego pokoju, kiedy ktoś w emocjach powiedział coś głośniej. Długo trwało przyzwyczajanie jej do miłości. Długo budowaliśmy zaufanie. Ale w końcu cierpliwość się opłaciła. Dziś piszę do Państwa, żeby podziękować. Piszę, a obok mnie śpi moje dawne tysiąc nieszczęść, które dziś jest ucieleśnieniem szczęścia, miłością na czterech łapach, energicznym radośnikiem. Kochamy tego naszego Kudłacza ogromnie i dziękujemy. Prawdą jest, że miłości nie można kupić. Ale można ją adoptować :) Dziękuję Państwo, za Waszą ciężką pracę i oddanie wszystkim potrzebującym zwierzakom. Chciałoby się, aby takich ludzi było więcej.”