Pisze pani Magda: „Choć początkowo jechaliśmy do schroniska z już wstępnie wybranym kocurkiem, to na miejscu Pani Monika od kotków po wysłuchaniu, jakiego kota poszukujemy, zaproponowała nam właśnie Chestera: pulchniutki kocurek chwiejący się na nogach co rusz się obalał, mimo wszystko twardo próbował wchodzić na kolana, przymilał się, nie odstępując już nas na krok… w tym momencie oczywistym było, że wraca z nami.  Zadomowił się w tempie expresowym, tego samego wieczoru już spal zadowolony rozciągnięty w pościeli, pomrukując. A problemy z chodzeniem? Cóż, w pierwsze dni ciężko było o przejście paru kroków bez obalenia się, nie mówiąc o próbach biegania – zaczynał ciągnąć za sobą tylne nogi… A dziś? Dziś chodzi, biega, skacze, trzeba się naprawdę dobrze przyjrzeć, aby zauważyć drobne chwiejności.”