Armando, zwany teraz Aro, został w czerwcu odebrany właścicielowi, który trzymał go w kojcu i w ogóle do niego nie zaglądał. Na początku sierpnia znalazł nowy, wspaniały dom, gdzie wreszcie cieszy się życiem. I pisze do nas: „W nowym domku mam się dobrze, czuję się już w pełni jak u siebie. Udało mi się troszkę przytyć, na osiedlu budzę podziw swoją posturą, na wybiegu błyszczę, ile potrafię. Uwielbiam piłki, ale żadną się nie dzielę z kolegami. Małymi krokami zaczynam biegać bez smyczy, słucham mojej pani i pana (no chyba, że na horyzoncie pojawi się kot). Jeśli patyki to tylko konkretne. Zniszczyłem już 2 pary szelek (ile można chodzić w tym samym), buty garniturowe, okulary i kilka drobiazgów, ale (chyba) już mi przeszło. W wodzie czuję się jak ryba, aczkolwiek od wanny z dala. Z jedzeniem od samego początku nie miałem problemu. Coraz więcej rozumiem i potrafię. Z wybiegu dla psów wracam resztkami sił, ale jak dobrze wtedy poleżeć w koniczynce….:) I najważniejsze – teraz zwą mnie Aro, bo z Armandem wszyscy mieli kłopot. Serdecznie pozdrawiam całe schronisko i moim towarzyszom z klatek życzę szybkiego znalezienia domu.”